<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Sami o sobie &#8211; wordpress</title>
	<atom:link href="https://psychobiota.pl/k/depresja-dzieci-i-mlodziezy/sami-o-sobie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://psychobiota.pl</link>
	<description>Kolejna witryna oparta na WordPressie</description>
	<lastBuildDate>Sat, 03 Apr 2021 15:57:57 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	
	<item>
		<title>Proszę pani…</title>
		<link>https://psychobiota.pl/prosze-pani/</link>
					<comments>https://psychobiota.pl/prosze-pani/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[4b9e9ayjg9]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 30 Sep 2018 04:58:25 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Sami o sobie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://zycnieumierac.info/?p=155</guid>

					<description><![CDATA[Moja historia zaczęła się już w przedszkolu, bo byłam grubsza od innych dzieci w grupie. Kiedyś jedna z pań przedszkolanek mówiła o zdrowym jedzeniu, o chipsach, coca-coli, żelkach, że są nie zdrowe, i że ludzie to nie świnki, żeby wszystko jeść. Marek krzyknął, że tak jak Alinka świnka, reszta zaczęła się śmiać, pani też. Od [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Moja historia zaczęła się już w przedszkolu, bo byłam grubsza od innych dzieci w grupie. Kiedyś jedna z pań przedszkolanek mówiła o zdrowym jedzeniu, o chipsach, coca-coli, żelkach, że są nie zdrowe, i że ludzie to nie świnki, żeby wszystko jeść. Marek krzyknął, że tak jak Alinka świnka, reszta zaczęła się śmiać, pani też. Od tamtej pory byłam już tylko świnką potem świnią, workiem tłuszczu, pasztetową. Nie bawili się już ze mną, nie było dla mnie pary, nie chodziłam na urodziny innych dzieci.</p>
<p>Dużo płakałam, moja babcia pocieszała mnie jak mogła, nie odmawiała żadnych słodkości i chyba wtedy nauczyłam się, że jedyne pocieszenie to jedzenie.</p>
<p>Potem była podstawówka, gdzie było jeszcze gorzej. Nie miałam tam życia… Niby miałam koleżanki ale też się mnie wstydziły, chłopcy byli okrutni &#8211; drwili, szydzili, nie raz i nie dwa popychali, bili. Skarżyłam się w domu ale rodzice pracowali, nie mieli czasu, a może też patrzyli na mnie jak na coś gorszego? Kiedyś ojciec powiedział, że jestem sama sobie winna i żebym przestała żreć.</p>
<p>Jak poszłam go gimnazjum, zaczęłam dojrzewać, zaczęły się pierwsze miłości, ale byłam bez szans. Chłopak któremu powiedziałam, że go kocham wyśmiał mnie i rozpowiedział wszystkim w klasie. To było straszne i wie pani wtedy zaczęłam się okaleczać. Najpierw drapałam się do krwi, potem kłułam agrafką, w końcu zaczęłam używać żyletki. Ból był kojący i sprawiał, że to, jak mnie traktowano było łatwiej wytrzymać.</p>
<p>Teraz w liceum jest jeszcze gorzej. Koleżanki mają chłopaków, ciuchy, dyskoteki, a ja jestem sama. Ból już nie wystarcza, nie mogę tak dłużej, nie chcę. Pierwszy raz spróbowałam w Walentynki. Wzięła proszki, różne, skończyło się wymiotami ale ta myśl, że będę już wolna nie dawała mi spokoju. Spróbowałam jeszcze raz. Teraz w szpitalu jest lepiej i chciałabym tu zostać na zawsze.</p>
<p>Taka jest moja historia…</p>
<p style="text-align: right;"><em>Alina lat 17</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://psychobiota.pl/prosze-pani/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Psycholog szkolny</title>
		<link>https://psychobiota.pl/psycholog-szkolny/</link>
					<comments>https://psychobiota.pl/psycholog-szkolny/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[4b9e9ayjg9]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 28 Sep 2018 19:30:10 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Sami o sobie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://zycnieumierac.info/?p=33</guid>

					<description><![CDATA[Ogólnie w szkołach powinny być organizowane jakieś spotkania lub lekcje, na których psycholog by z nami rozmawiał na takie tematy (zdrowia psychicznego – dopisek autora). Nauczyciele też nie mają odpowiedniego podejścia do naszych problemów, krzywo na nas patrzą, nie ma w nich wsparcia, różnie nas traktują, gdy mamy jakiś problem. Według mnie bardziej niż np. [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Ogólnie w szkołach powinny być organizowane jakieś spotkania lub lekcje, na których psycholog by z nami rozmawiał na takie tematy (zdrowia psychicznego – dopisek autora). Nauczyciele też nie mają odpowiedniego podejścia do naszych problemów, krzywo na nas patrzą, nie ma w nich wsparcia, różnie nas traktują, gdy mamy jakiś problem.</p>
<p>Według mnie bardziej niż np. muzyka czy plastyka przydałyby się lekcje, na których poznawalibyśmy siebie, swoje uczucia, jak radzić sobie z emocjami itp. Takie psychologiczne lekcje byłyby też korzystne, jeśli chodzi samookaleczania i choroby psychiczne, aby przybliżyć te tematy młodzieży wtedy nikt nie musiałby się wstydzić chodzenia do psychologa itp.</p>
<p>Psycholog szkolny to bardzo ważny temat, bo często jest to w ogóle pierwszy w życiu kontakt młodej osoby z psychologiem. Myślę, że jest to zaniedbana sfera w szkołach i w tym obszarze jest potencjał do rozwoju. W szkołach jest za mało psychologów, są częścią systemu, a powinni być bardziej partnerami, są zależni od dyrekcji szkoły, a lepiej, gdyby układ był partnerski.</p>
<p>Przede wszystkim prewencja. Niestety, dużo dzieci nawet nie udaje się do psychologa, by szukać pomocy, bo się boi, wstydzi. Stereotypizacja mimo wszystko nadal kwitnie w najlepsze. Dzieci powinny się uczyć, że psycholog/psychiatra to nie szaman i nie wstyd udać się do niego po pomoc. (…) Uczniowie też nie mogą bać się zwierzyć terapeucie z obawy, że dowie się o tym np. nielubiany nauczyciel, bo jest świetnym kolegą pani psycholog.</p>
<p>Na pewno selekcja psychologów, żeby w szkole psychologami były tylko osoby z powołania, którym rzeczywiście zależy na uczniach. Myślę też, że dobrze by było, gdyby gabinet psychologa był w szkole gdzieś schowany, w jakimś cichym miejscu, nie wśród klas, tak żeby zapewnić komfort i ciszę uczniowi, bo niekoniecznie każdy chce, żeby inni widzieli, że chodzi do psychologa (akceptacja tego przychodzi dopiero z czasem), więc pozwoliłoby to na korzystanie z pomocy psychologa bez narażania się na komentarze innych.</p>
<p>Gdyby psycholodzy mogli zajmować się uczniami, a nie wypełniać dokumentacje.</p>
<p>Psycholog, z którym można by było porozmawiać o problemach, żeby nie wciskał nam kitu, że to nie są problemy itp.</p>
<p>Moim zdaniem trzeba dokładnie dobierać psychologów do szkoły. (…) Jedna pani na mnie nakrzyczała, że jestem psychiczna, że mnie do poprawczaka wyśle, że nie jem i się tnę. Druga natomiast nie widziała problemu w tym, że nie mogę spać, tnę się, mam myśli samobójcze i nie mam siły na nic. Myślę, że powinno się też uświadamiać dzieciom i młodzieży, że jak ktoś ma jakąś chorobę lub zaburzenie psychiczne, nie oznacza to, że jest wariatem, i że nie powinno się z śmiać. Dobre by były takie jakieś lekcje, żeby można się było wypowiedzieć, powiedzieć, co się czuje, i móc uzyskać pomoc.</p>
<p><em>Powyższe wpisy pochodzą grupy na Facebooku &#8222;Porcelanowe Aniołki&#8221;.</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://psychobiota.pl/psycholog-szkolny/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Młodzi ludzie wobec wyzwań XXI wieku</title>
		<link>https://psychobiota.pl/mlodzi-ludzie-wobec-wyzwan-xxi-wieku/</link>
					<comments>https://psychobiota.pl/mlodzi-ludzie-wobec-wyzwan-xxi-wieku/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[jch_depresja_org]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 10 May 2019 15:09:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Sami o sobie]]></category>
		<category><![CDATA[młodzież]]></category>
		<category><![CDATA[przemoc]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://zycnieumierac.info/?p=233</guid>

					<description><![CDATA[Każde pokolenie niezależnie od tego, w jakich czasach żyło i funkcjonowało, zanim wkroczyło w swoje dorosłe i samodzielne życie musiało przejść kilka etapów. Na początku odpowiedzialni są za nas tylko nasi rodzice. Ze względu na swój wiek zależymy od nich w 100%. Zapewne nie zdajemy sobie wtedy sprawy, że jest to, być może, jeden z [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><img fetchpriority="high" decoding="async" class="wp-image-234 size-medium aligncenter" src="http://psychobiota.pl/wp-content/uploads/2019/05/23506-300x214.jpg" alt="" width="300" height="214" /></p>
<p>Każde pokolenie niezależnie od tego, w jakich czasach żyło i funkcjonowało, zanim wkroczyło w swoje dorosłe i samodzielne życie musiało przejść kilka etapów. Na początku odpowiedzialni są za nas tylko nasi rodzice. Ze względu na swój wiek zależymy od nich w 100%. Zapewne nie zdajemy sobie wtedy sprawy, że jest to, być może, jeden z najlepszych okresów w naszym życiu. Potem zaczynamy powoli brać „<em>swoje życie w swoje ręce</em>” a już, jako nastolatkowie chcemy coraz częściej podejmować własne decyzje. Co więcej, świat zewnętrzny zaczyna odgrywać w naszym życiu coraz większą rolę. Nasi koledzy i koleżanki stają się wtedy dla nas ważni, a ich opinia i zdanie zaczynają coraz więcej znaczyć. W obecnym czasach, praktycznie każdy z nas ma wirtualnych znajomych. To jest sytuacja stosunkowo nowa, z którą nasi rodzice nie mieli okazji się spotkać. Zatem część z nich zapewne traktuje to, jako wyzwanie, żeby nie powiedzieć zagrożenie.</p>
<p>Bardzo często słyszę i czytam, że przemoc wśród młodzieży jest jednym z większych problemów obecnych czasów. Czy zatem ja doświadczyłem przemocy ze strony rówieśników? Na szczęście nie, uważam też ze większość osób, z którymi się spotkałem była nastawiona pokojowo. Oczywiście spotykałem się z różnymi zachowaniami. Nieporozumienia, czasami nawet bójki, wzajemne krzyczenie na siebie i wyzywanie stanowiły raczej bardziej koleżeńskie przepychanki, o których szybko zapominaliśmy niż akty przemocy. Nie sądzę też, że znacząco odbiega to od czasów, o których opowiadał mi mój tata.</p>
<p>Konflikty czy też sytuacje sporne bywały i będą zawsze istnieć &#8211; pytanie tylko czy umiemy je rozwiązywać. Ja osobiście widzę tutaj największą potrzebę i wyzwanie, jakie stoi przed dorosłymi. Jako młodzi ludzie często działamy pod wpływem emocji i nie zawsze jesteśmy w stanie dojść do porozumienia w pokojowy sposób. Jako młody człowiek bardzo chciałbym wiedzieć jak najlepiej mam się zachować w konfliktowej sytuacji. Przecież zawsze mogę być jej świadkiem lub też bezpośrednią ofiarą. Znam kilku moich kolegów, których rodzice zapisują na różnego rodzaju sztuki walki mówiąc, że muszą nauczyć się bronić. Nie uważam, że jest to najlepsze rozwiązanie, chociaż oczywiście nie mam nic przeciwko temu, że ktoś jest silny i sprawny fizycznie. Osobiście pamiętam jak mój kolega, który trenował już kilka lat jedną ze sztuk walki, w obliczu prawdziwego zagrożenia kompletnie nie wiedział, co ma zrobić. Czym innym jest sport i walka na treningu, a czym innym prawdziwe zagrożenie w sytuacji, w której ktoś= chce nam zrobić krzywdę. O tym musimy pamiętać. Moi rodzice zawsze powtarzają mi, że najlepszą formą obrony przed agresją jest rozmowa. Z natury jestem spokojnym człowiekiem, ale kiedy trzeba potrafię też użyć odpowiednich słów i argumentów, żeby pokazać swoje racje. Uważam, że jest to najlepsza forma obrony i nie raz przyniosła mi ona powodzenie.</p>
<p>Oczywiście zupełnie innym problemem jest swojego rodzaju przemoc w sieci, kiedy ktoś nas próbuje szantażować, wykrada nasze prywatne zdjęcia, włamuje się na nasze konta na portalach społecznościowych. Na szczęście ani ja, ani moi koledzy nie spotkaliśmy się z taką sytuacją. Jednak niewątpliwie jest to jedno z większych zagrożeń. Każdy z nas ma bowiem kilka konto na różnych portalach. Ja z tą sytuacją radze sobie w ten sposób, że każde moje konto jest prywatne i ja decyduję, kogo przyjmę do znajomych. Co bym zrobił w obliczy aktu przemocy czy też zagrożenia? Natychmiast powiadomił rodziców. W końcu oni są też jeszcze za mnie odpowiedzialni!!!!</p>
<p>Hubert Jodłowski lat 16</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://psychobiota.pl/mlodzi-ludzie-wobec-wyzwan-xxi-wieku/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>W anoreksji nie chodzi o jedzenie</title>
		<link>https://psychobiota.pl/w-anoreksji-nie-chodzi-o-jedzenie/</link>
					<comments>https://psychobiota.pl/w-anoreksji-nie-chodzi-o-jedzenie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[jch_depresja_org]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 27 Jan 2019 23:41:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Sami o sobie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://zycnieumierac.info/?p=222</guid>

					<description><![CDATA[Anoreksja jest gałązką wychodzącą od grupy chorób, zwanych zaburzeniami odżywiania. Po nazwie zrzeszającej wszystkie podtypy można wywnioskować, że w tym schorzeniu chodzi tylko o jedzenie. Problem niestety leży głębiej, co dzisiaj postaram się Wam pokazać. „Po prostu zacznij jeść” Będzie ciężko mi zliczyć, ile takich lub podobnych słów usłyszałam od momentu, gdy zachorowałam. Sprawa jedzenia [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Anoreksja jest gałązką wychodzącą od grupy chorób, zwanych zaburzeniami odżywiania. Po nazwie zrzeszającej wszystkie podtypy można wywnioskować, że w tym schorzeniu chodzi tylko o jedzenie. Problem niestety leży głębiej, co dzisiaj postaram się Wam pokazać.</p>
<h2><strong>„Po prostu zacznij jeść”</strong></h2>
<p>Będzie ciężko mi zliczyć, ile takich lub podobnych słów usłyszałam od momentu, gdy zachorowałam. Sprawa jedzenia faktycznie była trudna, ale pod tym siedziało coś jeszcze. Często odmawiałam posiłku, bądź w jakiś sposób pozbywałam się go, przez co właściwie można odebrać, że tytuł tekstu jest daleki od prawdy.</p>
<p>Na anoreksję nie zachorowałam jednak dlatego, że nie chciałam jeść. Na rozwinięcie choroby miało wpływ wiele czynników. Między innymi moja niska samoocena, która spadała z każdym dniem. Nienawidziłam, tego co widzę w lustrze i na wadze. Określały mnie liczby &#8211; kilogramy, centymetry i oceny w szkole. Do dzisiaj często w tym się gubię i wydaje mi się, że jestem cyframi. Chciałam być perfekcyjna &#8211; i do tańca i do różańca &#8211; co aktualnie odbieram jako niemożliwe do osiągnięcia. Nikt nie jest idealny.</p>
<p>Presja, nienawiść, perfekcjonizm, sytuacje życiowe &#8211; to wszystko przyczynia się do rozwoju anoreksji. Nie są to oczywiście jedyne powody, jest ich cała masa i u każdego będą się one trochę różniły, ale myślę, że nie dam rady, aby skupiać się na każdym z osobna.</p>
<h2><strong>Dlaczego osoba chora na anoreksję odmawia jedzenia, skoro jest potrzebne do życia?</strong></h2>
<p>Miałam wrażenie, że jedzenie jest moim wrogiem &#8211; dzisiaj już jestem świadoma, że to anoreksja jest fałszywą przyjaciółką, która ma w intencjach zniszczenie mnie. Ciężko byłoby mi to zauważyć, gdyby nie praca podczas psychoterapii.</p>
<p>Odmawiałam spożywania posiłków. Na dłuższą metę, to było takie powolne samobójstwo, co wtedy od samego początku mi pasowało &#8211; łatwiej byłoby pogodzić się z moją stratą bliskim osobom. Głodzenie prędzej czy później doprowadzi do wyniszczenia organizmu, przede wszystkim psychicznie, ale szkody fizyczne również są ogromne. Rezygnując z jedzenia odczuwałam przyjemność, czułam, że następnego dnia będę lepsza. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, jak bardzo było to błędne myślenie. Z każdą chwilą stawałam się słabsza, nie dostarczałam sobie potrzebnych składników pokarmowych.</p>
<h2><strong>Racjonalne jedzenie jest potrzebne do normalnego, zdrowego funkcjonowania</strong></h2>
<p>Słowa, które napisałam wyżej dalej są dla mnie trudne do zaakceptowania, czuję, że przede mną jeszcze sporo czasu, aby jedzenie faktycznie było w porządku.</p>
<p>Jedzenie dla osoby chorej na anoreksję stanowi problem. Ciężko dbać o siebie, skoro nienawiść do własnego ja jest tak silna. Powolna nieświadoma autodestrukcja.</p>
<p>Ta fałszywa przyjaciółka, która jest w Twojej i mojej głowie nie da Ci nic dobrego &#8211; uwierz mi, ona chce tylko twojej zagłady.</p>
<h2><strong>Anoreksja to nie Ty</strong></h2>
<p>Przez długi czas utożsamiałam się ze swoją chorobą, nie docierało do mnie, że nie odpowiadam za wszystko, co się ze mną dzieje. Obwiniałam się za każdą porażkę. Bałam się jeść, bo po co mam dbać o człowieka, którego nie chcę na tym świecie. Wszystkie te myśli były spowodowane przez anoreksję &#8211;  tego potwora we mnie &#8211; teraz to rozumiem i lepiej, bądź gorzej radzę sobie z oddzieleniem siebie od niej.</p>
<p>Myślę, że osobom bliskim ciężko, tak jak mnie na początku, zdać sobie sprawę, że to nie jest wina chorej/chorego. Dlatego z całego serca proszę, zapamiętajcie:</p>
<p>Anoreksja to choroba, a nie świadomy wybór tej osoby.</p>
<h1><strong>Bądź blisko</strong></h1>
<p>Namawianie do jedzenia w moim przypadku zazwyczaj miało odwrotny skutek &#8211; czułam presję, wzrok skierowany na mnie. Byłam w stanie się popłakać, bo miałam wrażenie, że zawodzę najbliższe osoby. Strach przed każdym kęsem był wtedy jeszcze większy, a w mojej głowie toczyła się bitwa pomiędzy zdrową Angeliką, a anoreksją. Na początku leczenia tej racjonalnej części mnie ciężej było wygrać. Obecnie coraz częściej ana nie ma nic do powiedzenia w moich wyborach. Dochodzę do tego małymi krokami. Więc i wy dajcie sobie/osobie bliskiej czas.</p>
<p>Zamiast namawiania do jedzenia, bądź przy chorej, nie zostawiaj jej nawet, gdy Cię odrzuca. Postaraj się namówić ją na leczenie, obiecaj, że wtedy również z nią będziesz.</p>
<p><strong>Podsumowanie</strong></p>
<ul>
<li>Anoreksja nie jest wyborem i nie chodzi w niej o jedzenie.</li>
<li>Jedzenie jest problemem dla osoby chorej, ale nie stanowi ono przyczyny rozwinięcia choroby</li>
<li>Powodów, przez które choroba powstała jest cała masa i w każdym przypadku są one inne. Można je poznać właśnie podczas pracy nad sobą, np. podczas psychoterapii</li>
<li>Wspieraj osobę chorą, ale nie wmuszaj w nią jedzenia. Może to spowodować niepotrzebny stres. W trakcie wspólnego posiłku staraj się nie patrzeć jak je &#8211; to dobry czas na rozmowę. Wówczas chora nie będzie aż tak bardzo skupiać się na kaloriach, więc są większe szanse, że zje posiłek.</li>
<li>Po posiłku, jeśli to możliwe, staraj się jej towarzyszyć, żeby nie pozbyła się jedzenia.</li>
<li>Namów na leczenie, powiedz, że się martwisz, ale nie rób jej wyrzutów.</li>
<li>Po prostu przy niej bądź!</li>
</ul>
<p>Angelika lat 18<br />
<a href="https://www.facebook.com/nastoletniazyl/">Nastoletni Azyl</a></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://psychobiota.pl/w-anoreksji-nie-chodzi-o-jedzenie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Wpływ mediów na postrzeganie siebie</title>
		<link>https://psychobiota.pl/wplyw-mediow-na-postrzeganie-siebie/</link>
					<comments>https://psychobiota.pl/wplyw-mediow-na-postrzeganie-siebie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[jch_depresja_org]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 12 Dec 2018 12:43:21 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Sami o sobie]]></category>
		<category><![CDATA[anoreksja]]></category>
		<category><![CDATA[idealna sylwetka]]></category>
		<category><![CDATA[ortoreksja]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://zycnieumierac.info/?p=215</guid>

					<description><![CDATA[Czy kiedykolwiek zastanawialiście się jak internet może wpływać na postrzeganie siebie? Mało osób zdaje sobie sprawę, jak oglądanie rożnych stron internetowych wpływa na nasz ubiór, zachowania czy nawet odżywianie. Internet wykreował modę na bycie FIT,  co obecnie stało się coraz bardziej popularne i dostępne dla większego grona odbiorców. Dużo słyszy się o nowych dietach. Ludzie [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<h2><strong>Czy kiedykolwiek zastanawialiście się jak internet może wpływać na postrzeganie siebie?</strong></h2>
<p>Mało osób zdaje sobie sprawę, jak oglądanie rożnych stron internetowych wpływa na nasz ubiór, zachowania czy nawet odżywianie. Internet wykreował modę na bycie FIT,  co obecnie stało się coraz bardziej popularne i dostępne dla większego grona odbiorców. Dużo słyszy się o nowych dietach. Ludzie są bardziej aktywnie fizycznie. Wszystko to jest dobre, ale ważne jest, aby zachować umiar i zdrowy rozsądek. Coraz częściej zdarza się, że osoby przesadzają z dietami czy aktywnością fizyczną, co może  skończyć się  zaburzeniami odżywiania np. anoreksją czy ortoreksją…</p>
<p>Tekst ten  ma na celu pokazania jak Internet wpłynął na mnie, a tym samym może wpływać na innych młodych ludzi.</p>
<p>Na ogół wszystko zaczyna się niewinnie: od obejrzenia jednego zdjęcia czy filmiku&#8230;Każdy z nas ma dostęp do internetu, Facebooka, Instagrama, YouTube czy innych stron. Najpierw chciałabym opowiedzieć wam jaki wpływ na mnie miała jedna z tam znalezionych aplikacji. Jestem osobą, która wygrała z anoreksją. Zrozumiałam jak media nami manipulują, stwarzając wizerunek „idealnego” ciała. Chciałabym swoją historią uświadomić jak Internet zmienił moją samoocenę.</p>
<h3>Dążenie do doskonałości</h3>
<p>Wszystko zaczęło się od dążenia do realnie osiągalnej, ładnie umięśnionej sylwetki. Wzorem była dla mnie jedna z biegaczek, która wygląda zdrowo i atrakcyjnie.  Chciałam również osiągnąć taką figurę,  ale z czasem wszystko się zmieniło… Kiedy już  prawie uzyskałam to co zamierzałam, uznałam, że nie podobam się sobie i muszę to jeszcze poprawić. Na Instagramie trafiłam na zdjęcie jakiejś dziewczyny, która miała chudą sylwetkę, wcięcie w tali i lekko zarysowane mięśnie brzucha. Pomyślałam, że czemu nie spróbować, bo przecież to ja mam kontrolę nad swoim ciałem. Chcąc osiągnąć ten nowy cel musiałam ograniczyć jedzenie. Zaczęłam wykonywać rożne ćwiczenia na poprawienie sylwetki, ale to nic nie pomagało.  Zaczęłam więc coraz mniej jeść…</p>
<p>Z czasem przestałam jeść prawie w ogóle,  a moja z początku zdrowa dieta zamieniła się w zaburzenia odżywiana. Powoli zaczynałam opadać z sił, wciąż odczuwałam brak koncentracji, senność, miałam podkrążone oczy, koszmary senne, a to wszystko po to, aby osiągnąć sylwetkę ze zdjęcia. Momentem, w którym zobaczyłam, że dzieje się coś złego była jedna z sytuacji, która  uświadomiła mi, że dążę do samozagłady. Było to którejś nocy, gdy obudziłam się i wstałam, aby ćwiczyć. Zaczęłam robić brzuszki. Po tysiącu zrozumiałam, że zdrowe osoby tak nie robią! Zdrowa, umięśniona sylwetka biegaczki, którą chciałam osiągnąć, zmieniła się na wychudzoną, kościstą figurę ze zdjęcia, które zobaczyłam na Instagramie. Zdałam sobie sprawę, że pierwsza kobieta promowała ŻYCIE a ta druga ŚMIERĆ. Ja, na szczęście wybrałam życie. Udało mi się pokonać anoreksję.</p>
<p><img decoding="async" class="aligncenter wp-image-218 size-medium" src="http://psychobiota.pl/wp-content/uploads/2018/12/anoreksja-300x200.jpg" alt="zaburzenia odżywiania" width="300" height="200" /></p>
<p style="text-align: center;"><em>Foto: Freepik</em></p>
<p><span style="font-size: 16px;">Realna czy idealna?</span>Moja historia  pokazuje w jaki sposób Instagram wpłyną na zmianę postrzegania przeze mnie własnej sylwetki. Może pomoże wam to zrozumieć jak internet wpływa na odbieranie samego siebie.</p>
<p>Internet jest jednym ze źródeł, gdzie możemy znaleźć zdjęcia różnych sylwetek kobiet. Najpierw chciałabym, abyś zastanowił/ła się co to dla ciebie znaczy sylwetka zdrowej kobiety? Dla mnie jest to  akceptowanie swoich niedoskonałości, samej siebie, to jaki sposób jestem zbudowana. Jest to trudne, ale do zrobienia!</p>
<p>Często na Instagramie spotykam się ze zdjęciami sylwetek kobiet bez retuszu, ale też jest bardzo  dużo idealnych, a wręcz nierealnych figur dziewczyn czy kobiet. Zdjęcia te są dopracowane pod względem tworzenia ideału. Sylwetki te głównie eksponują brzuch, który jest odpowiednio płaski, ma idealne wcięcie w tali, bez żadnych najmniejszych wad. Ostatnio zastanawiałam się czemu nie widać twarzy tych osób? Dlaczego udostępniają takie zdjęcia? Uznałam, że chcą dodać sobie nimi pewności siebie, aby każdy je podziwiał, bo dokonały tylu wyrzeczeń dla tak płaskiego brzucha. Wniosek ten wyciągnęłam, czytając komentarze pod takimi zdjęciami. Większość z nich jest pozytywna. Ludzie podziwiają ich sylwetki i się nimi zachwycają. Oczywiście zdarzają się też komentarze negatywne, ale nie zmienia to reguły.</p>
<h3>Zdrowe bez retuszu</h3>
<p>Ale ostatnio zwróciłam uwagę &#8211; i bardzo się z tego cieszę &#8211; że coraz więcej osób udostępnia zdjęcia swojej sylwetki bez retuszu,  tak jak naprawdę wyglądają. Pokazuje to, że kobiety są bardziej świadome swojego ciała i nauczyły się akceptować swój wygląd.</p>
<p><strong>Chciałabym, abyście zastanowili się i odpowiedzieli szczerze na  poniższe pytania:</strong></p>
<ul>
<li>Czy jesteś pewna/y, że za wszelką cenę chcesz osiągnąć tę nierealną, wyretuszowaną sylwetkę, którą oglądałaś/eś na zdjęciach?</li>
<li>Czy naprawdę chcesz poświęcić swoje zdrowie psychiczne, fizyczne, a nawet życie?</li>
<li>Czy może warto zacząć uczyć się akceptować siebie, wdrożyć w życie odpowiednią dla siebie dietę i zacząć dbać o swoje zdrowi fizyczne i psychiczne?</li>
</ul>
<p><em>Ania lat 19</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://psychobiota.pl/wplyw-mediow-na-postrzeganie-siebie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Narkotyki to standard</title>
		<link>https://psychobiota.pl/narkotyki-to-standard/</link>
					<comments>https://psychobiota.pl/narkotyki-to-standard/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Leszek]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 24 Oct 2018 13:28:27 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Sami o sobie]]></category>
		<category><![CDATA[narkotyki]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://zycnieumierac.info/?p=207</guid>

					<description><![CDATA[Byłem w drugiej klasie gimnazjum, uczyłem się dobrze, nauczyciele mnie lubili, a przynajmniej się nie czepiali. W domu było w porządku, rodzice pracowali, okazywali miłość, mieli dla mnie czas. Czy grałem? Jasne, ze siadałem na kompa,  ale bez przesady, nie miałem zajoba, nie siedziałem godzinami, jak powiem pani, ze wolałem czytać pewnie mi pani nie uwierzy. [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Byłem w drugiej klasie gimnazjum, uczyłem się dobrze, nauczyciele mnie lubili, a przynajmniej się nie czepiali. W domu było w porządku, rodzice pracowali, okazywali miłość<em>,</em> mieli dla mnie czas.</p>
<p>Czy grałem? Jasne, ze siadałem na kompa,  ale bez przesady, nie miałem zajoba, nie siedziałem godzinami, jak powiem pani, ze wolałem czytać pewnie mi pani nie uwierzy.</p>
<p>Sport? Nie sport, tyle co w szkole na wuefie.</p>
<p>Dziewczyny? Wie pani, mając 15 lat, o niczym innym się nie myśli, była w klasie Ola. Zabujałem  się jak głupi, pierwsza miłość, taka prawdziwa. Sama pani widzi jak wyglądam niski, chudy, odstające uszy, wielki kinol, bez szans.</p>
<p>Czy oglądałem? Parę razy ojciec mnie przyłapał, ale tyko się uśmiał, matce nic nie powiedział, w porządku był.</p>
<p>Jak się zaczęło? Jakoś tak… Mówiłem już, że szans u Oli nie miałem, były imprezy, ziomki przynosili różne rzeczy. Zacząłem od alkoholu, tylko że niewiele mogłem, potem włączała mi się głupawka, parę razy urządziłem niezłą jazdę, potem śmiali się ze mnie. Lolki*) nie mój klimat.</p>
<p>Mefka**). Spróbowałem. To było coś takiego jakbym stał się bogiem, nigdy nic nie było już takie samo. Kto nie zarzucał nie zrozumie, żadnych problemów, świat u stóp, siła i moc, możesz wszystko.</p>
<p>Tylko szybko się kończy, o niczym innym już nie myślisz, zarzucić, kasę skołować i zarzucić.</p>
<p>Skąd pieniądze? Trochę miałem, dostawałem na imieniny, urodziny, święta, potem brałem od rodziców, że komitet, składka, jakaś akcja dobroczynna, ale to mało było.</p>
<p>To zacząłem sprzedawać co miałem, lego, deska, konsole (niby pożyczyłem) potem wyciągałem matce z portfela.</p>
<p>Czy się zorientowali? Tak, ale już było za późno. Mefka jest taka, że nie odpuszcza, musisz i koniec, nie ma silnych. Starali się &#8211; lekarz, psycholog, pilnowali, sprawdzali, tylko nie wiedzieli co.</p>
<p>Szkoła, nauka? Pani żartuje, kompletnie straciła znaczenie. Chodzić chodziłem, ale myślałem tylko o jednym.  Wychowawczyni trochę się angażowała, krótko i dała sobie spokój.  Przenieśli mnie do innej szkoły takiej lepszej, okazało się, że jak z deszczu pod rynnę. Tam w modzie była feta***) i koks****), bogatsi rodzice.</p>
<p>Kasy nie było. Jest takie miejsce niedaleko dworca, szukają młodych, za zrobienie dostawałem tyle, że starczało na dwa trzy dni.</p>
<p>Ktoś mnie zauważył, powiedział ojcu, pierwszy raz w życiu mnie uderzył, ale to było bez znaczenia, ważna był mef.</p>
<p>W końcu całe moje życie przestało istnieć.</p>
<p>Czy chciałem skończyć ze sobą? Chciałem, próbowałem, na zjeździe nie miałem na torbę, przeciąłem nadgarstki, odratowali, szpital, co za męka.</p>
<p>Ośrodek, Boże jak było ciężko, zresztą co będę mówił pewnie nasłuchała się pani takich historii.</p>
<p>Jednak udało mi się. W ośrodku nauczyłem się odgradzać od pragnienia , wróciłem do szkoły, skończyłem ją, dostałem się na studia, ale powiem pani, że gdzieś za plecami mefka jest i czeka mój na najmniejszy błąd.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Artur 20 lat</em></p>
<p>*) lolki – skręty, najczęściej z marihuaną</p>
<p>**) mefka &#8211; mefedron</p>
<p>***) feta &#8211; amfetamina</p>
<p>****) koks &#8211; kokaina</p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://psychobiota.pl/narkotyki-to-standard/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Moja smutna historia</title>
		<link>https://psychobiota.pl/moja-smutna-historia/</link>
					<comments>https://psychobiota.pl/moja-smutna-historia/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[4b9e9ayjg9]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 Oct 2018 04:55:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Sami o sobie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://zycnieumierac.info/?p=153</guid>

					<description><![CDATA[Było tak strasznie, że nie mogłem już żyć, tylko ciemność i mrok. Wegetowałem, nie mogłem się podnieść&#8230; W wakacje rok temu pojechałem ze szkoły na obóz na Mazury &#8211; słońce, woda… Cieszyłem się, że jadę, bo u nas w miasteczku pod Piotrkowem właściwie nic się nie dzieje. Było super. W tym samym ośrodku byli też [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Było tak strasznie, że nie mogłem już żyć, tylko ciemność i mrok. Wegetowałem, nie mogłem się podnieść&#8230;</p>
<p>W wakacje rok temu pojechałem ze szkoły na obóz na Mazury &#8211; słońce, woda… Cieszyłem się, że jadę, bo u nas w miasteczku pod Piotrkowem właściwie nic się nie dzieje.</p>
<p>Było super. W tym samym ośrodku byli też ludzie z Warszawy no i jakoś tak zaczęliśmy wspólnie razem spędzać czas. Poznałem Norberta. Dużo rozmawialiśmy, okazało się, że sporo nas łączy &#8211; obydwaj słuchaliśmy Iron Maiden, czytaliśmy Tolkina, graliśmy w te same gry – i zbliżyliśmy się do siebie. Były wyprawy kajakowe, chodziliśmy na ryby. Cała grupa pojechała do Gdańska, byliśmy w Sopocie wieczorem wypad do klubu &#8211; czułem, ze świat jest piękny.</p>
<p>No i jakoś tak się stało, że się zakochałem, a potem był ten pierwszy raz. Ktoś nas podpatrzył, rozniosło się. Po powrocie całe miasteczko o niczym innym nie mówiło, nie mogłem wyjść z domu, iść do szkoły. Były bluzgi, naśmiewanie się, potem mnie pobili, rodzice się odwrócili, wyrzekli. Nawet ksiądz, jak przyszedł po kolędzie mówił, że są ośrodki, w których leczy się takie zboczenia. Ludzie byli straszni zażarci, nienawistni, okrutni. Nie miałem przyjaciół, kolegów, zostałem zupełnie sam.</p>
<p>Nie wiedziałem jak dalej mam żyć z tym piętnem. Myślałem, że o już koniec. Chciałem umrzeć…</p>
<p>Wtedy zadzwoniłem na numer telefonu zaufania, chciałem się wygadać, wyżalić.</p>
<p>Trafiłem na bardzo mądrą osobę, do której dzwoniłem jeszcze kilka razy. Dałem radę, dzięki pani, pani Ewo! Zrobiłem tak jak mi pani poradziła &#8211; przeprowadziłem się do Łodzi do ciotki, chodzę do psychoterapeutki, przepracowujemy to co przeżyłem. W dużym mieście jest łatwiej, nie jestem na widoku. Moje relacje z rodzicami dalej nie są dobre chociaż czasami rozmawiam z mamą, która dalej płacze i mówi, że ludzie nie zapomnieli i wypominają jej syna pedała.</p>
<p>Teraz po spotkaniach z panią psycholog wiem, ze to nie moja wina, że to natura, a nie jakaś perwersja i zboczenie. Jeszcze czasami budzę się z krzykiem, kiedy przyśni mi się piekło, które zgotowali mi sąsiedzi. Najważniejsze jednak, że nie mam już myśli samobójczych, wiem, że to nie koniec świata i że będę jeszcze w życiu szczęśliwy.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Wiesław 17 lat</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://psychobiota.pl/moja-smutna-historia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z samookaleczaniem można wygrać!</title>
		<link>https://psychobiota.pl/moje-samookaleczenie/</link>
					<comments>https://psychobiota.pl/moje-samookaleczenie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[4b9e9ayjg9]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 28 Sep 2018 19:55:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Sami o sobie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://zycnieumierac.info/?p=53</guid>

					<description><![CDATA[Hej!!! Jestem Ania, mam 19 lat i rok temu zetknęłam się z problemem depresji. Opowiem Wam część mojej historii, która z depresji przeszła w okaleczanie. Pamiętajcie, że ja nie zachęcam do korzystania z żyletki, tylko ostrzegam i chcę pomóc, bo wiem jakie to wszystko jest ciężkie do pokonania, ale również możliwe! Mam nadzieję, że po [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Hej!!!</p>
<p>Jestem Ania, mam 19 lat i rok temu zetknęłam się z problemem depresji. Opowiem Wam część mojej historii, która z depresji przeszła w okaleczanie. Pamiętajcie, że ja nie zachęcam do korzystania z żyletki, tylko ostrzegam i chcę pomóc, bo wiem jakie to wszystko jest ciężkie do pokonania, ale również możliwe! Mam nadzieję, że po przeczytaniu będziecie chcieli podjąć walkę z żyletką i zawalczyć o siebie. Pamiętajcie, że ja w Was wierzę! ;).</p>
<p>Wszystko zaczęło się w końcu marca ubiegłego roku, kiedy pierwszy raz zrobiłam sobie krzywdę. Było to spowodowane bardzo dużym napięciem, które we mnie narastało przez ciągłe konflikty w domu. Spróbowałam ulżyć sobie rozładowując napięcie cięciami na nogach. Nie były to moje pierwsze kreski na ciele. Wcześniej zrobiłam to w ostatniej klasie gimnazjum z powodu odrzucenia przez rówieśników ale wtedy wystraszyłam się widoku krwi. Poza tym wstydziłam się tego co zrobiłam i udało mi się przestać. W drugiej klasie liceum myśli o okaleczaniu powróciły.  I zaczęłam robić to coraz częściej. Nadeszły  w końcu wakacje przed klasą maturalną. Ja, zamiast się cieszyć, że skończyła się szkoła, siedziałam w domu zamknięta w swoim pokoju i płakałam. Obejrzałam serial ,,13 powodów” przez co miałam jeszcze większe potrzeby okaleczania. Pewnego dnia uznałam jednak, że muszę z tym skończy, bo byłam przerażona tym jak wygląda moje ciało… Jestem osoba wierzącą i pomyślałam, że może spowiedź mi pomoże, ale niestety tak się nie stało&#8230;</p>
<p>Pierwszą osobą, której opowiedziałam co się ze mną dzieje i otwarcie rozmawiałam o tym co sobie robię był mój przyjaciel. On też wielokrotnie próbował mi przetłumaczyć, że tak nie można, ale ja go nie słuchałam. Nie mógł nic zrobić, bo przecież to zależało wyłącznie ode mnie. Pamiętam jak powiedział mi kiedyś: <em>Aniu, co ja mam zrobić, przecież nie przywiąże ci rąk, nie owinę bandażem, żebyś się nie cięła, bo to wszystko zależy wyłącznie od ciebie</em>. Pomimo, że próbował, niestety nie umiał mi pomóc w walce z żyletką.</p>
<p>Potem moje dwie przyjaciółki zauważyły blizny. Obiecałam mi, że z tym skończę, ale znowu się nie udało. W połowie sierpnia napisałam dość emocjonalnego SMS-a do jednej z nich, ale pod wpływem zdenerwowania wysłałam go przez przypadek do zupełnie innej osoby. To właśnie ona zaoferowała mi pomoc i zasugerowała, że muszę udać się do specjalisty, bo sama sobie nie poradzę. Początkowo nie chciałam iść, ale czułam, że naprawdę coś niedobrego się ze mną dzieje. Teraz wiem, że gdyby nie przypadkowy SMS było ze mną bardzo źle.</p>
<p>W internecie znalazłam psychoterapeutkę panią Sylwię, która miała bardzo dobre opinie, więc postanowiłam do niej zadzwonić. Dodzwoniłam się po kilku dniach i umówiłam na wizytę. Bardzo bałam się rozmowy z psychoterapeutą, bo nie wiedziałam czy będę potrafiła jej wszystko opowiedzieć. Niepotrzebnie, bo pani Sylwia okazała się bardzo ciepłą osobą z pięknym uśmiechem. Widziałam że przejęła się mną i od września zaczęliśmy się regularnie spotykać, chociaż wciąż nie potrafiłam się przed nią otworzyć.</p>
<p>We wrześniu również zaczęłam się szkoła, a ja cały czas się okaleczałam. Moja mama zaczęła coś podejrzewać, kiedy powiedziałam jej, ze chodzę na spotkania z psychoterapeutka, a zyskała pewność, że się tnę, kiedy znalazła w szufladzie żyletki i pokrwawione opatrunki.</p>
<p>Próbowałam wytłumaczyć jej dlaczego to robię, ale ona nie potrafiła tego zrozumieć. Nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że jej poukładana córeczka, która zawsze była grzeczna i podporządkowana sama robi sobie krzywdę. W domu miałam ciągłe kontrole, pytania… W październiku powiedziałam o wszystkim jednej z nauczycielek w szkole. Przejęła się tym co się ze mną dzieje, a ja pozwoliłam jej zadzwonić do mojej terapeutki. Tylko ta pani, jako jedyna osoba w szkole, widziała moje blizny na ręce i to dzięki temu, że skontaktowała się z panią Sylwią teraz tu jestem. To one przekonały mnie, że muszę powiedzieć mamie, że cały czas się tnę i tak też wtedy zrobiłam.</p>
<p>Od 30 października 2017 roku miałam przerwę w okaleczaniu, która trwała ponad 3 tygodnie. Moja pani psychoterapeutka powiedziała mi, ze powinnam iść do psychiatry, że to pomoże w walce z okaleczeniami. Do psychiatry poszłam w listopadzie i dostałam leki. Zaczęłam je przyjmować, ale źle na mnie wpłynęły, miałam dużo objawów niepożądanych. W grudniu znowu do pojechałam do lekarza i dostałam nowe leki, które biorę do tej pory.</p>
<p>Od 11 grudnia 2017 roku nie okaleczam się. Pomogło mi również to, że kolejna nauczycielka ze szkoły, która jest dla mnie autorytetem powiedziała do mnie na korytarzu <em>Aniu ogarnij się, </em>ale w dobry, życzliwy i pełen troski sposób Potrzebowałam wtedy takich słów. Minęło już dziesięć miesięcy, a kiedyś nie wyobrażałam sobie nawet tygodnia bez żyletki.</p>
<p>W całej walce z samookaleczaniem dużą rolę odegrała moja psychoterapeutka, która zauważyła u mnie jeszcze drugą chorobę, do której długo nie chciałam się przyznać. Trudno mi zaakceptować fakt, że gdyby nie przypadkowy SMS,  zaufanie do pani od angielskiego, rozpoczęcie terapii u pani Sylwii nie wiem, co byłoby teraz ze mną…</p>
<p>Okaleczanie było błędem, nie rozwiązywało moich problemów, a tylko niszczyło moją psychikę i ciało. Wiem też, że bez pomocy psychiatry, nauczycielek w szkole i psychoterapeutki sama nie poradziłabym sobie z tym problemem.</p>
<p style="text-align: left;"><em>Ania lat 19</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://psychobiota.pl/moje-samookaleczenie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Jestem adoptowana</title>
		<link>https://psychobiota.pl/jestem-adoptowana/</link>
					<comments>https://psychobiota.pl/jestem-adoptowana/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[4b9e9ayjg9]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 28 Sep 2018 19:53:14 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Sami o sobie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://zycnieumierac.info/?p=50</guid>

					<description><![CDATA[Jestem adoptowana. Kiedy miałam 13 lat w pełni to do mnie dotarło. Nie spodziewałam się tego. To było dla mnie jak cios poniżej pasa. Był to też dla mnie trudny czas, bo zaczęłam dojrzewać. Wraz z tą wiadomością zaczęłam się gorzej uczyć, kłótnie z rodzicami adopcyjnymi były ciągle nie ważne o co&#8230; Zaczęłam pytać samą [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p>Jestem adoptowana. Kiedy miałam 13 lat w pełni to do mnie dotarło. Nie spodziewałam się tego. To było dla mnie jak cios poniżej pasa. Był to też dla mnie trudny czas, bo zaczęłam dojrzewać. Wraz z tą wiadomością zaczęłam się gorzej uczyć, kłótnie z rodzicami adopcyjnymi były ciągle nie ważne o co&#8230; Zaczęłam pytać samą siebie i szukać odpowiedzi na pytania kim jestem i skąd jestem?</p>
<p>Kiedyś wyjechałam na ferie i na tym wyjeździe zaczęłam się z nudów, ot tak po prostu, bawić szpilką, nakłuwając palce. Nigdy nie przypuszczałabym, że to będzie miało dla mnie, aż tak złe skutki. Ku zaskoczeniu spodobało mi się to; ten ból, widok krwi&#8230;</p>
<p>W tym wieku również padam ofiarą molestowania. Jednak nie zdawałam sobie z tego wtedy sprawy, że to, co ten ktoś mi robił było złe.</p>
<p>Po pierwszym cięciu były kolejne. Wiedziałam że, kiedy jest mi ciężko, kiedy nie potrafię sobie poradzić z napięciem, to cięcie jest jedynym wyjściem, a żyletka staje się moją dobrą przyjaciółką. Zaczęłam też oglądać filmiki o samookaleczeniach.</p>
<p>Miałam obniżony nastrój, każdego wieczoru płakałam&#8230; W dzień, w szkole nie potrafiłam skupić się na nauce&#8230; Po szkole spałam, żeby nie rozmawiać z nikim. Zaczęłam się izolować od innych. Kiedy znajomi szli na imprezy, ja siedziałam w domu&#8230;</p>
<p>Niedługo potem połknęłam 40 tabletek różnych leków i wylądowałam z próbą samobójcza na oddziale pediatrycznym.</p>
<p>Potem już tylko wszystko się powtarzało &#8211; kłótnie z rodzicami cięcie, tabletki&#8230; W końcu wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym.</p>
<p>Nie czułam żadnego wsparcia ze strony bliskich&#8230; Czułam się sama i nie potrzebna nikomu, jak dodatkowy ciężar dla innych.</p>
<p>Leki mi nie pomagały, czułam się po nich gorzej. Miałam wrażenie, że w szpitalu trzymają mnie, bo muszą i tylko faszerują lekami. Przez nie bardzo przytyłam i dlatego po dziś dzień tak bardzo siebie nienawidzę&#8230;.</p>
<p>Niestety z chorobą zmagam się do dziś, jednak bardzo dobrze ją ukrywam. Jestem sama, ale staram się szukać pozytywów i walczyć o lepsze jutro. Uczęszczam na psychoterapię i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się wygrać z depresją&#8230;</p>
<p style="text-align: left;"><em>Ewa lat 18</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://psychobiota.pl/jestem-adoptowana/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Moja depresja – dzień 35</title>
		<link>https://psychobiota.pl/moja-depresja-dzien-35/</link>
					<comments>https://psychobiota.pl/moja-depresja-dzien-35/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[4b9e9ayjg9]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 28 Sep 2018 19:51:24 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Sami o sobie]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://zycnieumierac.info/?p=47</guid>

					<description><![CDATA[godz. 3.07 Budzę się, jakby ktoś uderzył mnie pięścią w żołądek. W głowie gonitwa myśli – każda boli inaczej. Brak powietrza.  Ciężar w piersi wgniata w materac. Bezgłośne wycie rozsadza czaszkę. Próbuję zasnąć, ale adrenalina buzuje tak, że nie ma na to szansy. Liczę smugi światła na ścianie, które rzucają przejeżdżające samochody. godz. 10.30 Otwieram [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<p><strong>godz. 3.07</strong></p>
<p>Budzę się, jakby ktoś uderzył mnie pięścią w żołądek. W głowie gonitwa myśli – każda boli inaczej. Brak powietrza.  Ciężar w piersi wgniata w materac. Bezgłośne wycie rozsadza czaszkę. Próbuję zasnąć, ale adrenalina buzuje tak, że nie ma na to szansy. Liczę smugi światła na ścianie, które rzucają przejeżdżające samochody.</p>
<p><strong>godz. 10.30</strong></p>
<p>Otwieram oczy. Szarość, chłód i pustka. Nagły skurcz krtani sprawia, że zwijam się w kłębek. Nawet nie próbuję wstawać. Może jak się nakryję na głowę to będzie trochę mniej bolało?</p>
<p><strong>godz. 11.13</strong></p>
<p>Pęcherza nie daje się oszukać. Muszę wyjść z mojego bezpiecznego świata-kokonu. Odwlekam ten moment tak długo, jak to tylko możliwe. Wreszcie mobilizuję wszystkie siły, żeby usiąść na łóżku. Następne minuty to dalsza walka z grawitacją, która nie pozwala się podnieść do pionu. Sukces dopiero po kolejnych 10 minutach.</p>
<p><strong>godz. 12.32</strong></p>
<p>Chce mi się pić. To chyba jedyna chęć jaką mam. Ale ze zrobieniem herbaty jeszcze trochę poczekam. Teraz może uda mi się zasnąć.</p>
<p><strong>godz. 14.12</strong></p>
<p>Zapomniałam wyłączyć telefon. Jego ostry dzwonek wyrywa mnie z letargu. Nie będę nawet patrzeć na wyświetlacz. Jeśli to ktoś znajomy będę miała poczucie winy, że nie odebrałam. Jeśli jakiś obcy numer to lęk ściśnie mi krtań na kolejne godziny. Zaklinam go więc spod poduszki, żeby już więcej nie dzwonił…</p>
<p><strong>godz. 16.48</strong></p>
<p>Czym później tym łatwiej podnieść się z łóżka. Wypijam herbatę, ale do zjedzenia czegokolwiek nie mogę się zmusić. Poruszanie szczęką to niepotrzebny wysiłek.</p>
<p><strong>godz. 17.12</strong></p>
<p>Dzwonek do drzwi sprawia, że wstrzymuję oddech. Siedzę bez ruchu, żeby nie zdradzić swojej obecności żadnym dźwiękiem. Po chwili słyszę szmer wsuwanej pod drzwi kartki. Znowu uderzenie bólu. Nie chcę nikogo widzieć, nie chcę nic czytać. Niech ten świat zniknie chociaż na chwilę…</p>
<p><strong>godz. 19.23</strong></p>
<p>Udało mi się wejść do wanny. Gorąca woda otacza mnie ze wszystkich stron, rozgrzewa, daje poczucie nieważkości i bezpieczeństwa. Staram się cały czas utrzymać temperaturę wylewając i napuszczając nowej w takiej samej ilości. Mogłabym tu zostać na zawsze…</p>
<p><strong>godz. 21.02</strong></p>
<p>Próbuję czytać. Po pół godzinie z przerażeniem zauważam, że nie kojarzę wątków, mylą mi się bohaterowie, nie pamiętam początku… Może jutro dam radę, ale jeszcze nie dziś…</p>
<p><strong>godz. 22.39</strong></p>
<p>Włączam telewizor. O tej porze mogę już swobodnie obsługiwać pilota. Zmieniam kanały, ale wciąż trafiam na koszmary – bezrobocie, głodujące dzieci, pies przywiązany do drzewa, bezdomni, narkomani, przemoc w szkole, pigułki gwałtu, wypadki drogowe, muzułmanie, wojna… Wojna? Czy będzie wojna? Tak strasznie się boję, że zginę pod gruzami, chociaż z drugiej strony, bardzo chciałabym przestać istnieć. Żeby tylko tak okropnie nie bolała dusza. Pustka, czerń i nicość stają się bardzo pociągające. Paradoksalnie myśl o śmierci z własnej ręki uspokaja i pobudza. To chyba jedyne działanie, które wydaje się cieszyć, dawać nadzieję na spokój, na ciszę w głowie, na brak przymusu… Ale czy jakaś ważna część już wcześniej we mnie nie umarła?</p>
<p><strong>godz. 23.56</strong></p>
<p>Wreszcie mogę już zasnąć. Nie mogę się doczekać, kiedy zacznie działać nasenna tabletka. Może dziś nie przyśni mi się żaden koszmar? Najgorsze jest wzburzone czarne morze, pełne ostrych skał i czających się wokoło rekinów. Nigdzie nie widać brzegu, ciemność sprawia, że trudno jest cokolwiek zobaczyć i przygotować się na atak. Już wolę sen ze szczurami. Przynajmniej widzę, kiedy zaczynają mi odgryzać palce…</p>
<p style="text-align: left;"><em>Joanna lat 17</em></p>
]]></content:encoded>
					
					<wfw:commentRss>https://psychobiota.pl/moja-depresja-dzien-35/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
